Będąc w zeszłym tygodniu na Inauguracji Nowego roku akademickiego na Wydziale Teologicznym, zauważyłem, coś, co mnie niestety zdziwiło. Na kilkuset studentów tego wydziału, na Eucharystii rozpoczynającej rok akademicki było może z 30 osób (bez kleryków), natomiast z pierwszych roczników, może 5 studentów. Żal było potrzeć na dużą koncelebrę w osobach dziekanów, biskupów, księży, zaproszonych gości na tle pustych ławek w kościele.
Rozmawiałem z wieloma studentami, przyjętymi na pierwszy rok czy będą na inauguracji. Będą, ale nie na Eucharystii, bo to ich nie dotyczy.
Tak sobie pomyślałem, że to każdego osobista decyzja. Natomiast ja wychodzę z założenia, że jak posiedzą godzinkę w ławce, to nic im się nie stanie. Mi bardzo często wiele rzeczy się nie podoba, w przeróżnych sytuacjach i w jednych chciałbym uczestniczyć, a w innych nie, ale z reguły jestem na całości.
Ot takie krótkie przemyślenia, z nutką przykrości.





















